W biurach projektowych coraz częściej zaczynają gości wygodne i małe minikomputery

W biurach projektowych coraz częściej zaczynają gości wygodne i małe minikomputery. Zastępują one stare i wysłużone komputery stacjonarne, które potrafiły zajmować naprawdę sporo miejsca i dodatkowo być bardzo ciężkie. Minikomputery pozwalają na bardzo wygodną i szybką pracę, dzięki postępującej miniaturyzacji mieszczą się do nich bez problemów podzespoły nawet mocniejsze, niż w starszych pecetach dla biznesu.

Nowa stacja robocza od HP

W biurach projektowych coraz częściej zaczynają gości wygodne i małe minikomputery
Autor zdjęcia kuzniewskipl

Niedawno na rynku pojawił się komputer, który może być dla niektórych niemałą rewolucją. Został przeznaczony przede wszystkim dla projektantów pracujących z oprogramowaniem CAD. Komputer nosi nazwę HP Workstation Z2 Mini G4 i jest modelem z roku 2018. Jego serce stanowią procesory Intela, mogą tu występować zarówno Core i3, Core i5, Core i7 jak i Xeon. Ten ostatni sprawia, że minikomputer zaczyna dysponować naprawdę ogromnymi możliwościami. Dla porównania, spokojnie mógłby pracować w roli wydajnego serwera.

Czym wyróżnia się Z2 Mini G4?

Przede wszystkim w przypadku komputera, na którym będziemy robić poważne projekty, potrzebujemy na nie sporo miejsca dyskowego. Tutaj ich nie brakuje, ponieważ HP Workstation Z2 Mini G4 może posiadać dysk o pojemności nawet 1 TB danych. Do wyboru mamy zarówno tradycyjną wersję magnetyczną jak i SSD, przy czym ta druga z pewnością wydaje się być lepszym wyjściem z sytuacji. Dlaczego? Otóż dyski SSD są bardzo szybkie i jednocześnie odporne na upadki i drgania. Co prawda minikomputer to nie laptop, jednak czasami możemy go przenieść na inne miejsca biurka podczas pracy, bądź też niechcący czymś w nie uderzyć. Mając dysk typu SSD, nasze dane pozostaną w stu procentach bezpieczne. Jednocześnie szybkość pracy będzie pozwalała na błyskawiczne wczytywanie danych do pamięci, co przy programach typu CAD jest bardzo ważne.

 

awatar autora
Sebastian Ostrowski Redaktor
Nazywam się Sebastian Ostrowski i odkąd pamiętam, fascynowało mnie łączenie sprzętu z oprogramowaniem w taki sposób, żeby wydobyć z nich to, co najlepsze. Już jako nastolatek potrafiłem z radością siedzieć godzinami nad kodem, sprawdzając, czy da się przyspieszyć działanie jakiejś aplikacji, albo zastanawiając się, jak skonfigurować system tak, by płynnie obsługiwał wymagające programy graficzne.